sobota, 15 grudnia 2012

15.12

Może to już ten czas, kiedy trzeba przestać planować, skoro nigdy nic nie wychodzi, tak jakbym sobie tego życzyła. Zastanawiam się, czy przypadkiem nie podejmuję złych decyzji celowo - po to, aby mieć na co narzekać, nie wpaść znów w monotonię życia.

Dlaczego ten śmieszny ucisk w klatce piersiowej i na żołądku z początków wakacji znikł? Nie działają już piosenki i melodie, żadna z nich. I mam to ciągłe wrażenie bycia wykorzystywaną. Zastanawiam się jak to napisać. Z obawy przed tym, że przeczyta to ktoś znajomy, ty, nie dam rady całkowicie przelać swoich uczuć na bloga, czy w inne miejsce. A naprawdę potrzebuję tego, żeby nie zapomnieć lub nie popełnić tych samych błędów.

18:20
Wstałam dziś o 12.30, o 13 miałam jazdy. Idąc wczoraj wieczorem spać, nie myślałam, że będę potrzebować budzika, żeby obudzić się przed pierwszą. Jak widać, nie mam ograniczeń, jeśli chodzi o spanie.

Co robiłam dziś poza dwugodzinną jazdą samochodem i spaniem? To był ambitny dzień - Zosiu z przyszłości, czytaj co dziś robiłaś - oglądałam serial, kabaret i taniec na rurze (sponsorowane przez cudowny portal you tube, polecam żanetka leta). Teraz mam zamiar zabrać się do "Hobbita", bo (jak napisałam dosłownie sekundę temu Darkowi w smsie) idę na to do kina i wypadałoby wcześniej przeczytać książkę. Co z tego, że w przyszłym tygodniu muszę mieć przeczytanie dwie lektury, zaliczyć słówka z angielskiego i próbną maturę z matematyki (ostatnie zasługuje na komentarz w postaci westchnienia: eh...). Planuję dziś przysiąść nad nauką i dodatkowo napisać pracę z angielskiego - kolejna rzecz na przyszły tydzień, nie wspominając już o przepisaniu notatek z historii i WOS-u (eh...).


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz