Może to już ten czas, kiedy trzeba przestać planować, skoro nigdy nic nie wychodzi, tak jakbym sobie tego życzyła. Zastanawiam się, czy przypadkiem nie podejmuję złych decyzji celowo - po to, aby mieć na co narzekać, nie wpaść znów w monotonię życia.
Dlaczego ten śmieszny ucisk w klatce piersiowej i na żołądku z początków wakacji znikł? Nie działają już piosenki i melodie, żadna z nich. I mam to ciągłe wrażenie bycia wykorzystywaną. Zastanawiam się jak to napisać. Z obawy przed tym, że przeczyta to ktoś znajomy, ty, nie dam rady całkowicie przelać swoich uczuć na bloga, czy w inne miejsce. A naprawdę potrzebuję tego, żeby nie zapomnieć lub nie popełnić tych samych błędów.
18:20
Wstałam dziś o 12.30, o 13 miałam jazdy. Idąc wczoraj wieczorem spać, nie myślałam, że będę potrzebować budzika, żeby obudzić się przed pierwszą. Jak widać, nie mam ograniczeń, jeśli chodzi o spanie.
Co robiłam dziś poza dwugodzinną jazdą samochodem i spaniem? To był ambitny dzień - Zosiu z przyszłości, czytaj co dziś robiłaś - oglądałam serial, kabaret i taniec na rurze (sponsorowane przez cudowny portal you tube, polecam żanetka leta). Teraz mam zamiar zabrać się do "Hobbita", bo (jak napisałam dosłownie sekundę temu Darkowi w smsie) idę na to do kina i wypadałoby wcześniej przeczytać książkę. Co z tego, że w przyszłym tygodniu muszę mieć przeczytanie dwie lektury, zaliczyć słówka z angielskiego i próbną maturę z matematyki (ostatnie zasługuje na komentarz w postaci westchnienia: eh...). Planuję dziś przysiąść nad nauką i dodatkowo napisać pracę z angielskiego - kolejna rzecz na przyszły tydzień, nie wspominając już o przepisaniu notatek z historii i WOS-u (eh...).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz